Menu

Jagodowe życie

Podróżuję, interesuję się modą, testuję kosmetyki, czytam i studiuję - słowem lifestyle

Wracając do domu cz. 4

jagoda.kulk

W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę, jako że urodzony do podziemnego, wojującego istnienia; znowu kiedyś wydostanie się na światło, znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu będzie wtedy, jak się urodził, niezłomny, napięty, na nowy, jeszcze trudniejszy, dalszy rzut gotów, jak łuk, który wszelka potrzeba jeszcze sprężniej napina.

A kim jestem ja? Człowiekiem w świetle czy wojowniczką cienia? Nie wiem. Światło. Cień. Światło. Cień. Światło reflektorów pociągu oświetla uśpione pola mazowieckie, cień lasu, cień, kojarzący się z czymś złym, niepewnym i mrocznym daje mi i drugiej mi podobnej schronienie, bezpieczeństwo. Nie mam pojęcia, kim jest ta dziewczyna, ani jak się tu znalazła, nie wiem nawet, czy mogę jej zaufać, ale czy w tym momencie mam inny wybór?

Dlatego biegniemy – dwie chude, przestraszone postacie, biegniemy w dal, w nieznane, które może się okazać albo wybawieniem, albo pułapką. Biegniemy bo nie mamy innego wyboru, a złote myśli Nietzschego galopują w mojej głowie szybciej niż ja zanurzam się w (nie)bezpieczne objęcia lasu.

Ile czasu zajęło nam dostanie się w okolice zabudowań? Możecie mnie męczyć, ale nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. To mogło być równie dobrze 5 sekund albo 5 godzin. Jedyne, czego byłam w tym momencie pewna to zmęczenie i strach. Przykucnęłam. Śnieg padał coraz mocniej. Dobrze, szybko zatrze nasze ślady. Właśnie, trzeba się dowiedzieć czegoś o tej tajemniczej dziewczynie ze skraju lasu.

- Kim jesteś? – zapytałam zdyszana. Ta popatrzyła się na mnie z lekka szalonym wzrokiem i niepewnie odpowiedziała: - Kasia, i na pewno nie jestem zawodową biegaczką – dodała, po czym uśmiechnęła się do swoich myśli.

- Ja się nazywam Marysia i też z bieganiem mi nie po drodze – podałyśmy sobie ręce w uprzejmym geście - Co teraz zrobimy? – zapytałam nowej koleżanki, podejrzewając, że jest tutejsza.

- Teraz chwilę przeczekamy, posiedzimy, a potem pójdziemy w stronę tych domów – pokazała kijkiem na szereg zabudowań.

- Wiesz, kim był ten koleś i po co włamał się do pociągu? – bałam się postawić to pytanie, przecież to może być jego wspólniczka, czekająca w ukryciu na łupy swojego kolegi, ale ciekawość wzięła górę.

- Nie, pierwszy raz go widziałam na oczy w tym lesie. Poszłam jak zwykle zbierać grzyby i w pewnym momencie zauważyłam tego gościa. Był… nietypowy, ale i wyglądał na niebezpiecznego, dlatego postanowiłam iść za nim w bezpiecznej odległości i straciłam rachubę czasu, nie mówiąc już o grzybach – Kasia wydobyła z siebie coś na kształt sarkastycznego uśmiechu i pokazała nożyk – potem zobaczyłam ten pociąg i nagle ten koleś zaczął iść w jego stronę, a ruchy miał cały czas pewne siebie. Może to mnie przestraszyło? Mało się spotyka ludzi idących po raz pierwszy po lesie, którzy zachowują się, jakby stąd byli. Ja mieszkam tu niedaleko, w Hipolitowie – cóż, i tak ta nazwa niewiele mi mówiła.

- Wyglądał jak jakiś punk czy przedstawiciel innej mrocznej subkultury – dodałam – tylko po co mu był ten nóż i ogólnie, to całe włamanie? Kto to jest? Skąd się wziął i… - Kasia zaczęła mnie nerwowo szarpać, jej wzrok był skierowany w dal za mną. Z początku nie wiedziałam, o co jej chodzi, skąd ten przestrach. Odwróciłam się i po ułamku sekundy dotarło do mnie, na co patrzy, a raczej, kto na nią patrzy. Był co prawda jeszcze daleko, ale szedł pewnie w naszym kierunku. On.

© Jagodowe życie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci