Menu

Jagodowe życie

Podróżuję, interesuję się modą, testuję kosmetyki, czytam i studiuję - słowem lifestyle

Wracając do domu...

jagoda.kulk

Dziś postanowiłam wypróbować swoje (anty)talenty literackie. Po przeczytaniu dajcie znać, czy się podobało i czy jest sens dopisać ciąg dalszy. Zmieniłam zwykły powrót pociągiem do domu w coś innego, z nutką strachu. Miłej lektury!

 

Wyszłam z ambasady rosyjskiej i poszłam na przystanek autobusowy. Po chwili przyjechało 116. Podjechałam do Placu Trzech Krzyży i dalej poszłam na piechotę, za duży korek, za mało czasu do pociągu, a jeszcze bilet trzeba kupić. Na szczęście zdążyłam. Wsiadłam na Powiślu. 

Jechałam już do rodziców. O dziwo, jak na te porę nie było spodziewanego przeze mnie dzikiego tłumu. Dzisiaj nie będę stać cała drogę, zapowiada się nieźle. Szyby przed Rembertowem zaparowały, jakaś parka obok rozmawiała ze sobą i się wygłupiała. Zakochani, młodzi, nieświadomi życia i pułapek, które uwielbia zastawiać. Drzwi od przedziału to się zamykały, to otwierały. Mógłby ktoś coś z nimi zrobić, naprawić w końcu. Dziewczyna naprzeciwko mnie okryła się jakimś pstrokatym małym kocem (a może to jest szalik?) i zasnęła. Właściwie to połowa ludzi w zasięgu mojego wzroku spała, ucinała sobie drzemkę na dobre wejście w weekend po pięciu dniach pracy. 

Pociąg głośno, powoli acz konsekwentnie toczył się w kierunku Mrozów. Niestety, ten model pamięta chyba czasy młodości mojego taty, co poradzić... za dziesięć minut wsiadłabym w praktycznie nowe cudo niemieckiej techniki robione na licencji w Siedlcach, ale marznąć na peronie tyle czasu w listopadowy wieczór jakoś się nie chciało. Gdzieś po drodze wsiadł pan około sześćdziesiątki, czerwony na twarzy, o nieprzyjemnym zapachu i aparycji, poobijał się w te i nazad po przedziale i wyszedł. 

Zanurzona w dźwiękach pięknej, choć smutnej melodii jechałam mijając kolejne stacje: Wesoła, Wola Grzybowska... i nagle na odcinku między Miłosną a Halinowem pociąg ostro zahamował, stanął w szczerym polu bez powodu. Panie maszynisto, co się dzieje? Cisza, żadnego komunikatu. Dobrze, poczekamy te kilka minut. Dziwne, jakby miał puszczać dalekobieżny to by stanął w Sulejówku Miłosnej i poczekał. 

Wraz zgasły wszystkie światła, ludzie zaniepokoili się i powłączali latarki w telefonach, nerwowo nimi machając na lewo i prawo, zaczęły się szepty, rozmowy, lekka panika i piski, które natychmiast ucichły, gdy z tyłu dało się słyszeć odgłos tłuczonej szyby. Odpryski szkła raniły jakąś kobietę w dalszym przedziale, lecz nie to było w tym najgorsze. Rozległ się TEN okropny dźwięk. Metaliczny stukot podkutych butów. Męski, pewny chód. I cisza wokół. 

Wiedziałam, że gdy stanie obok mnie, absolutnie nie mogę spojrzeć mu w twarz ani dać po sobie poznać, że się go w jakikolwiek sposób boję. Nadszedł ten moment. O zgrozo, ja chcę do domu! Mogłam poczekać te 10 minut na peronie. Ale nie, uparłam się i mam. Mam za swoje. Stanął obok mnie, obrócił twarz w moim kierunku...

© Jagodowe życie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci